od dawna nic mi się nie śniło, choć zazwyczaj moje życie senne bywa burzliwsze niż nie jedno ziemskie... a tej nocy stroiłam się w suknię, białą suknię, puszystą od tiulu, szeleszczącą halkami... a potem nie mogłam znaleźć pantofelków, białe były zbyt ciasne, więc założyłam złote... i jeszcze na wierzch narzuciłam pelerynę ciemno czerwoną, w kwiaty zdobną, suto wyszywaną złotą nitką... i tylko pana młodego zabrakło, bo karoca z dyni zaprzężona w sześć bułanków stała u podjazdu gotowa odjechać na skinienie wąsatego stangreta - czarnego kota w czerwonym surducie...

PS.
fotka znaleziona gdzieś w sieci, spodobał mi się kard
1 comment:
:-)
znam z autopsji
Post a Comment