Monday, 9 March 2009

spotkanie - nazajutrz

...gdy dochodziła do parku z daleka mignęło znajome auto. uśmiechnęła się na myśl, o tym, że już za chwilę znowu się zobaczą i przytulą. ciągle myślała, czy może sobie pozwolić na pocałowanie go? czy to nie będzie zbyt wiele, czy powinna, czy chce, czy może, czy wytrzyma napięcie? na końcu alejki zamajaczyła znajoma sylwetka; szedł jak wczoraj rozmawiając przez telefon, ale nie z nią. po chwili byli o kilka kroków od siebie, pulsujący szczęściem, tryskający radością, rozpromienieni uśmiechem. podszedł do niej i mocną ją objął, jeszcze mocniej niż wczoraj. już się nie wahali, ich usta same zerwały się do siebie, zachłannie spijając słodkie pocałunki. nic nie było ważne, nic się nie liczyło, byli tylko oni i ta chwila, były namiętne usta, gorące dłonie, drżące ciała i rozpalone do czerwoności serca. przerywali tylko, aby zaczerpnąć powietrza i znowu tonęli w sobie, w swoich pocałunkach, uściskach, objęciach, …promieniach jesiennego słońca. obiecałem sobie, że Cię nie pocałuję – powiedział zaglądając jej głęboko w oczy – obiecałam sobie, że też Cię nie pocałuję. nie wytrzymaliśmy! – powiedzieli równocześnie i głośno się roześmiali. poszli w głąb parku, co chwila zatrzymując się, żeby znowu się całować.

on: co się z nami dzieje, nie mogę przestać o tobie myśleć, nie mogę nic robić, nic nie mogę!
ona: dlaczego nie odnalazłeś mnie wtedy? Dlaczego?!
on: dziwne to i nieprawdopodobne, że nie zapomnieliśmy o sobie przez prawie 20 lat!
ona: co to może znaczyć, dlaczego spotykam Cię właśnie teraz, dlaczego dopiero teraz, gdy jest już za późno, aby cokolwiek zmienić! płacze.
on: nie myśl o tym, ciesz się tą chwilą, gdy jesteśmy tu, razem.

podeszli do ławki, gdzieś na końcu parku, gdzieś na końcu świata.

on: usiądź koło mnie, przytul się mocno i nic nie mów. tak jest dobrze. tak mi dobrze. tak dobrze, że jesteś obok.

...dookoła nich biegały dzieciaki radośnie pokrzykując, przechodziły staruszki, spacerowały matki z wózkami. Jesień podarowała im najpiękniejsze przedpołudnie września. a oni siedzieli wtopieni w siebie wtuleni, bez ruchu, bez słowa. czas nieubłagalnie płynął do przodu nie zważając na ich największe w tej chwili życzenie, aby się zatrzymał.
dziesięć lat temu przeprowadził się do jej miasta, mieszkał w tej samej dzielnicy, co ona, chodził po tych samych ulicach, wdychał to samo powietrze, był obok, na wyciągnięcie ręki. żadne z nich nie wiedziało wtedy o tym, układali swoje życie, nie doczekawszy się siebie, nie spotkawszy się w umówionym czasie. widać tak miało być…

...potem znowu była kawiarnia, rozmowy o wszystkim i o niczym, o przyszłości i o przeszłości, o teraźniejszości.
kiedy wyjechał wtedy dawno nocnym pociągiem ze stacją docelową Wiedeń, długo o niej myślał. często zerkał na namalowane przez nią trzy obrazki, które dostał na pożegnanie. i choć od tamtej chwili minęły dni, tygodnie, lata, choć zmieniał miasta, mieszkania, pokoje… nad jego łóżkiem wciąż niewzruszenie wisiały trzy miniaturki starannie skreślone jej ręką. dziwne, że przetrwały tak długo i nie zginęły gdzieś w wirze przeprowadzek.

ona: pamiętasz tego pluszaka, którego podarowałeś na moje naste urodziny?
on: nie powiesz chyba, że przetrwał do dziś i bawią się nim twoje dzieci ?
ona: zgadłeś, to ulubiona przytulanka-usypianka mojego synka…
...po chwili.
ona: co teraz będzie z nami?
on: jeszcze nie wiem, ale na pewno coś wymyślę, nie martw się.

...kiedy wybiła druga, odprowadził ją do samochodu prosząc, aby odjechała pierwsza. ostatni raz przytulił ją do siebie, tak mocno jakby chciał odbić pieczęć jej ciała na sobie, na wieki, na zawsze. odjechała, on został długo patrząc w kierunku, gdzie zniknął jej samochód...
c.d.n.

1 comment:

zenza said...

Siesicka dwadzieścia lat później ;)