Tuesday, 24 March 2009

wiosna Vivaldiego



o drugiej w nocy zbudził mnie śpiew ptaków. wcale mi się to nie śniło. wyraźnie słyszałam radosne trele... czyżby to znak, że wiosna już tuż tuż ?? rano zupełne zaskoczenie - za oknami wirują ogromne płatki, gdzie tam płatki - opłaty śniegu. jak się więc mają nocne śpiewy ptaków do porannego śniegu? nie umiem tego niestety wytłumaczyć, a moje dzieci i owszem: mamo, wiosna gotuje kaszę marcową! ...skowronek śpiewem woła wiosnę, żeby na pola przyszła już! ot takie proste wytłumaczenie mojego średniego skowronka.

idealny na dzisiaj zdaje się być Antonio, mam na myśli Vivaldiego oczywiście, tylko nie wiem czy wybrać z jego czterech pór roku wiosnę czy zimę? zdecydowanie wybieram wiosnę. i oto gdy z wieży mariackiej rozbrzmiewa hejnał, na klawiaturę komputera nieśmaiło pada pierwszy promień słońca, przyjemnie rozgrzewając moje palce. kończę więc to pisanie i idę nacieszyć się ulotnym słonecznym blaskiem, zanim pierwsza wiosena burza, czającą się za granatem kłebiastej chmury na zachodzie, zmyje ostatnie zimowe smutki z powierzchni ziemi.





2 comments:

amarantowasowa said...

Dziękuję za wczorajszą rozmowę:-) przepraszam tema mnie zjadła..zawsze tak mam na początku...
mnie zbudził wiatr i gradowe kryształki dzwoniące o parapet...a wiesz dziś i mi towarzyszy Vivaldi..

enchocolatte said...

zadziwiają mnie takie mini zbiegi okoliczności, dziwne to wszystko ?!!