Tuesday, 13 September 2011

zanim skończy się lato...

zanim skończy się lato...
chcę jeszcze...
założyć zwiewną sukienkę i umówić się na spacer tylko we dwoje...
poleżeć gdzieś na trawie w cieniu starych drzew...
wyjść o świcie na spotkanie słońcu mocząc kostki zroszoną trawą...
zapomnieć, że za chwilę dopadnie mnie mglista szarość jesiennych poranków...
nazbierać bukiet dzikich kwiatów...
napić się przedpołudniowej mlecznej kawy na zalanym słońcem balkonie...
namalować pustą plażę z parasolami w niebieskie paski...
przeczytać jakąś dobrą książkę...

a propos książki może macie coś wartego przeczytania, niezbyt smutnego i niezbyt zagmatwanego, coś na prawdę poruszającego, coś na pożegnanie lata?

9 comments:

Yba said...

Udało Ci się zrealizować te "chcę jeszcze"? Może jeszcze się uda niektóre z nich, w końcu jeszcze trwa lato...
Te buty do portu, prawda :)?
Pozdrawiam ciepło.

Kemotka said...

Ja łapię ostatnie cieple chwile na rowerze. Codziennie wieczorem jeżdżę. Będzie mi tego brakować zimą ;)))

enchocolatte said...

Yba, jeszcze się nie udało. Mam nadzieję, że zdążę. :) Tak to te buty do portu :)

Kemotko, o jak Ci dobrze. Moje wieczory są całkowicie zarezerwowane dla dzieci. A rower kurzy się w garażu.

Ewa said...

Sporo tych marzeń ;) Niech się spełnią! Dobra książka? Nie smutna. Poruszająca. Pomyślę ;)))

Kemotka said...

I ja zastanowię sie nad książką ;))

Magpea said...

Szkoda, że lato powoli się kończy :( Ja ostatnio czytam Murakamiego ( polecam Norwegian Wood i Tańcz, tańcz, tańcz. O czy mówię, kiedy mówię o bieganiu też jest dobre ;)). Seria ' Cukiernia pod amorem' również godna polecenia- takie lekkie czytadło. Pozdrawiam :) M.

enchocolatte said...

Ewo, dziękuję. Pomyśl proszę :)

Kemotko, będę wdzięczna :)

Magpea, Murakamim trochę się już zmęczyłam, bo całkiem niedawno skończyłam go czytać. Wczoraj wypożyczyłam w bibliotece "Werniks" Whartona. Czyta się całkiem przyjemnie. Ale co będę czytać potem? :)

dew said...

A może po prostu "Grek Zorba" Nikosa Kazantzakisa... choć pewnie tą lekturę masz już za sobą ;)

Radują mnie Twoje bardziej regularne wpisy, czerpię z nich dobrą energię i powiew kreatywności, a to cenne - szczególnie, że to już w następną niedzielę jest termin przyjścia na świat mojej drugiej Córeczki.
Pomyśl o mnie serdecznie, proszę:)Ogarnął mnie jakiś niepokój i brak gotowości, co nie miało miejsca za pierwszym razem.
Kłaniam się i uśmiecham do Ciebie.

enchocolatte said...

Dew, nie ma się czego obawiać... być może jest ten najcenniejszy dar od życia, na który czekałaś. Wsłuchaj się w siebie i wszystko będzie dobrze. Przytul ją mocno jak tylko ją zobaczysz i ogrzej swoim ciepłem. Dla niej spotkanie z nowym i nieznanym światem jest jeszcze większym przeżyciem niż dla Ciebie. Bądź silna ona tego potrzebuje! Trzymam za Was kciuki!

Dziękuję za książkę! :)