Tuesday, 3 May 2011

już wieczór... i zaproszenie do kina





już wieczór...
ale każda pora jest dobra na miłość...

taka krótka refleksja po obejrzeniu dwóch filmów...
dwie zupełnie inne historie, w dwóch zupełnie odległych miejscach...
dla tych, co lubią pisać i dostawać listy...
i dla tych, których fascynuje kraj kwitnącej wiśni...
ale o tym, że na miłość nigdy nie jest za późno!
pamiętajcie o tym!

4 comments:

dotblogg said...

Hanami..ciągle mam pecha i go przegapiam:( ale wiem,że go będę uwielbiała. Moje klimaty.
uściski i udanej końcówki tygodnia:) jutro już środa!:))
J

enchocolatte said...

dotblog, ja podchodziłam do niego jak do jeża, bo początek historii trochę się dłuży, ale w pewnym momencie film wchodzi w inny wymiar i od tej pory jest niezwykły i bardzo poetycki. Polecam! :)

Mamsan said...

Ten pierwszy film tez mi sie bardzo podobal, pisalam nawet o nim na moim blogu... :-) a ten drugi nie widzialam ale z przyjemnoscia zobacze, tytul juz zapisalam... M

artemisia said...

Hanami oglądałam niedawno, w moje urodziny. Tego dnia moja mama leżała w szpitalu, tuż obok budynku, w którym 33 lata wcześniej mnie urodziła. Piękny film, a ze względu na okoliczności życiowe, wzruszył mnie tym bardziej. U nas na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Scena tańca z telefonem i ostatnia + towarzysząca jej muzyka długo pozostaną w mojej pamięci.