wcześnie, wcześnie wychodzimy z domu a dookoła tak srebrzyście.
zielone listki bukszpanu ozdobione koronką szronu.
zszargany jesiennymi zawieruchami trawnik wyszlachetniał w jedną noc za jednym dotknięciem dłoni mroźnej pani.
znad ziemi unoszą się mgliste opary sunąc wśród długich ciemnych cieni drzew po czarnych pniach ku ogołoconym z liści konarom.
a potem wielka jasność.
ostry blask już prawie zimowego słońca mocno odbija się od szklistej tafli asfaltu i prawie mnie oślepia gdy wracam z porannych zakupów samochodem do domu.
w bladej poświacie wyraźne są tylko jaskrawe czerwone światła stopu jadącego w oddali zaspanego autobusu. mimo minimalistycznej palety barw świat mieni się dziś kolorami świąt czerwienią i srebrem.
powoli nadchodzi najmilsza pora, pora wyczekiwania...
po powrocie ogrzewam się przy filiżance gorącej czekolady, słońce jest już wysoko na niebie.
lubię takie poranki...
11 comments:
ja też lubię:)
Delie, szkoda tylko, że tak zimno, że nie da się długo aparatu w skostniałych dłoniach utrzymać :)
Twój mroźny Saski kusi żeby go niezwłocznie odwiedzić.
:) może się natkniemy na siebie:)))
byłam w okolicy wczoraj w południe! kto wie kiedy się tam pojawię :)
wszystko jest możliwe :))
Gorąca czekolada...tego mi trzeba! Ale w kubku, najlepiej ogromnym :)
lubię się przeglądać w liściach :)
Uwielbiam zimowe poranki w samochodzie, dodam jeszcze do tego muzykę, którą słucham jadąc samotnie:-)
Zimowe poranki i ciepłe rękawiczki ;) Lubię bardzo.
:)
Ja też. Ale najbardziej jak nie muszę wychodzić z domu, tylko siedzę w ciepłej piżamce i pije kawę. Bo skrobanie samochodu w taki poranek jest jednak cholernie wkurzające. ;-)
Poproszę o dużo oszronionych zdjęć bo na Wyspie brak mi takich srebrzystych poranków :)
Post a Comment