Wednesday, 20 July 2011

o mgle, żabach i książce

mglisty zachód słońca nad łąką nieopodal starej chaty

drugiego dnia po przyjeździe mąż włączył radio i próbował nastawić jakąś polską stację. kręcąc gałką niewielkiego retro radioodbiornika po kilku chwilach natrafił na znajomy męski głos czytający po polsku jakąś powieść. rzecz szła o niejakim Tomaszu, o życiu na wsi... z początku nie wiedzieliśmy czego słuchamy, jednak opowieść była tak wciągająca, a przy tym jakby skądś znajoma, że nie przestawaliśmy słuchać...

przyjemny głos lektora coraz bardziej wciągał nas w niespiesznie wijącą się opowieść. co jakiś czas pojawiały się imiona kolejnych bohaterów, nazwy miejsc... ale wtedy jeszcze nam nie przeszło na myśl, że historia której słuchamy ma się ku końcowi i w pewnym sensie dotyczy nas tutaj, na Litwie...

skąpana w wieczornej rosie mydlnica lekarska


mała drewniana świątynia dumania pośród łąk, gdzie często przychodziliśmy posłuchać rechotu żab i tajemniczego terkotu jakiegoś nieznanego stworzenia

sylwetka zatopionego we mgle domu sąsiada, przypominającego mi, sama nie wiem dlaczego, dom muminków

"Należy zacząć od opisu Kraju Jezior, w którym mieszkał Tomasz. Te okolice Europy długo były pokryte lodowcem i jest w ich krajobrazie surowość północy. Ziemia jest na ogół piaszczysta i kamienista, zdatna pod uprawę tylko kartofli, żyta, owsa i lnu. Tym tłumaczy się, że człowiek nie zniszczył tu lasów, które łagodzą nieco klimat i chronią od wiatrów Bałtyckiego Morza. Przeważa w nich sosna i świerk, są również brzozy, dęby i graby, brak całkowicie buków, granica ich zasięgu przebiega o wiele dalej na południe. Można lasami podróżować tu długo, nigdy nie nużąc oczu, bo jak ludzie miasta, społeczeństwa drzew mają swoje niepowtarzalne właściwości, tworzą wyspy, strefy, archipelagi, znaczone tu i ówdzie jakąś drogą z koleinami w piasku, leśniczówką, starą smolarnią, której rozpadające się piece obrosła roślinność. I zawsze w pewnej chwili jest z pagórka widok na niebieską taflę jeziora z białą, ledwo dostrzegalną plamką perkoza, ze sznurem kaczek ciągnących nad trzcinami. Na bagnach lęgną się tutaj masy błotnego ptactwa, na wiosnę na bladym tutejszym niebie trwa wracającymi seriami warkot , wa-wa-wa bekasów - taki dźwięk wydaje powietrze w ich sterach z piór, kiedy odprawiają swoje monotonne akrobacje oznaczające miłość. Ten wątły warkot i bełkot cietrzewi, jakby gdzieś daleko gotował się horyzont i kumkanie tysięcy żab na łąkach (ich liczba decyduje o liczbie bocianów, mających swoje gniazda na dachach chat i stodół) są tutaj głosami tej pory, kiedy po gwałtownym topnieniu śniegu kwitnie kaczeniec i wilcze łyko. (...)"

fragment pierwszego rozdziału "Doliny Issy" Czesława Miłosza, tej samej której nieświadomie słuchaliśmy w radio, w interpretacji Andrzeja Seweryna.

16 comments:

magdalena (ellemo) said...

piękne zdjęcia! i jaka oprawa :)

jak poszukiwania wydawcy?

enchocolatte said...

Ellemo, dziękuję!
Wydawcy też mają wakacje! :)

Paula said...

Uwielbiam mgłę, w lesie, na łące...Dla mnie jest w niej coś mistycznego..

Delie said...

Ale piękne te zdjęcia. A książka jest wspaniała. Może do niej wrócę. Czytałam ją w LO.

enchocolatte said...

Paula, właśnie, właśnie masz rację. Jechaliśmy na rowerach po deszczu wieczorem i powoli wtapialiśmy się w tą mleczną otchłań. Niesamowite odczucia. Mgła falowała wokół nas i bezdotykowo omiatała nasze sylwetki. Trochę się bałam.

Delie, dziękuję. Nie sposób było oddać tego co nas otaczało, pomieszanie dźwięków z obrazami majaczącymi we mgle. Niezapomniane wrażenia.
W książce też się rozsmakowałam, chwilami mam wrażenie, że nie czytam o dzieciństwie Miłosza, lecz o swoich wakacjach. :)

silvana said...

To musiał być iście magiczny wieczór :)
Łąka zatopiona we mgle wygląda niesamowicie...

enchocolatte said...

do tego kumkanie żab, mlaskanie ryb w borowinowym stawie tuż obok świątyni dumania! i bardzo długo zachodzące słońce. jeszcze o 22.30 było dość jasno. wioski zatopione we śnie a my jeździmy na rowerach, albo spacerujemy po łąkach...

maggie said...

Ech, no coś obłędnego te zdjęcia zamglone... A po opowieści z Litwy to ja się już teraz zgłaszam do Ciebie :-)
A 'Dolina Issy' to jedna z ukochanych lektur tatusia M. Zresztą ja też uwielbiam... Zresztą w ogóle do twórczości Miłosza mam słabość...
I też słuchaliśmy w radiowej Dwójce tej interpretacji - ale to był Andrzej Seweryn!
Kiedyś znalazłam taki cytat o tej właśnie powieści: "Po przeczytaniu 'Doliny Issy' ma się wrażenie, że gdyby nawet Miłosz nie pisał poezji, można by go - na podstawie tej jednej powieści - uznać za wielkiego poetę". (Lillian Valee)

W drugiej połowie sierpnia będziecie w Wwie? My przelotem, ale bardzo chcielibyśmy się z Wami spotkać :-)

enchocolatte said...

Maggie, dziękuję za poprawkę, bo to rzeczywiście Seweryn, Kolberger czytał coś równolegle, ale nie pamiętam tytułu. I zgadzam się z Lillian Valee co do poetyki tej powieści Miłosza.

Jesteśmy w domu do 15 sierpnia, potem na tydzień znikamy na coroczny plener malarski w warmińskim klasztorze, a potem znowu jesteśmy. I bardzo chętnie się z Wami zobaczymy!!!

Monisia said...

bajeczne mgła,uwielbiam!

Anna Lechowska "Figa" said...

Ty romantyczko!
masz bogatą duszę, wiesz? i wrażliwą
luuubię; kochamy podobne klimaty

Dag said...

Przepiękne zdjęcia :-)
Zdjęcia z świątynią dumania i domkiem Muminków według mnie najlepsze, wywołują u mnie dreszcze ;-))
Chyba w poniedziałek na regionalnej był program o Miłoszu - bardzo ciekawy człowiek z niego :-) Ja nigdy nie czytałam jego prozy :-o Może kiedyś sięgnę :-)

enchocolatte said...

Monisiu, dziękuję za odwiedziny.

Aniu, to prawda. Choć chyba bycie romantycznym nie jest teraz trendy, ale ja mam to w nosie.

Dag, dziękuję. Świątynie dumania pokaże jeszcze za dnia i o zachodzie słońca. A "dom muminków" i we mnie wzbudzał dreszcze... zawsze były otwarte w nim okienka i słychać było głosy, ale nigdy nie widziałam mieszkańców. Któregoś wieczoru chodziliśmy niedaleko tego domu i dało się słyszeć jakieś szmery a potem jakby ktoś kosił kosą trawę... była mgła i nic nie było widać... te dźwięki mocno działały na wyobraźnię! Miłosz to moje tegoroczne odkrycie, też nigdy nie czytała nic z jego twórczości. Dolina Issy bardzo mi się podoba, chyba ją sobie kupię, bo egzemplarz z biblioteki trzeba niestety po przeczytaniu oddać.

tabu said...

zdjęcia pełne tajemnicy i fragment "Doliny Issy"..nic więcej nie potrzeba:)

enchocolatte said...

Tabu, wiele coraz więcej fragmentów z "Dolinny Issy" pasuje mi do tej wakacyjnej foto-opowieści :) Pozdrawiam!

Mamsan said...

Cudnie...!