
siedzimy w domu i śledzimy ślady na śniegu.
o to jakiś piesek szedł! - woła Jaromir z okna...
a to kaczka, a tam konik... konik? skąd na Bielanach konik?
mój konik! wyszedł w nocy na spacer, kiedy spałem - fantazjuje Jaromir
. mhhh całkiem możliwe... w dziecięcej wyobraźni. Jaromir pędzi do swojego konika na biegunach i w jednej chwili sadowi się w jego siodle. gdybyśmy mieli takiego żywego konika zaprzęglibyśmy go w sanie i zawiózłby nas do przedszkola. tymczasem zostaliśmy w domu, by obserwować mroźną zimę zza okien ciepłego domu.







skrzypiący śnieg pod nogami i skrzące się w słońcu śnieżynki podziwiałam tylko przez chwilę rano w drodze do szkoły. jestem zbyt wielkim zmarzluchem by ruszyć dziś w plener aparatem. wybieram gorącą kawę i zimę na ekranie.
5 comments:
Zdjęcie synka z konikiem cudowne - może nawet bardziej taki widok rozgrzewa niż kawa ;)
brrr...
Cudne. Właśnie to z konikiem najbadrdziej:)
Anik, Delie - moje też!
Konil zachwyca, choć ślady na śniegu też piękne.
Miałam bardzo bardzo podobnego konika w dzieciństwie, pamiętam go, choć do dziś nie przetrwał. A jeszcze kilka lat temu był na strychu u rodziców...
Nas zasypało całkowicie, jutro z domu nie mamy szans się ruszyć. Nawet Mąż na noc został w Krakowie.
Post a Comment