Wednesday, 5 September 2012

wzięło mnie...

 minimalistyczny kadr do minimalistycznego posta


wzięło mnie na wiosenne porządki, mocno spóźnione więc może bardziej jesienne...
doszłam do wniosku, że gromadzimy za dużo przedmiotów...
i to  nagromadzenie zaczęło mnie od pewnego czasu męczyć!

w międzyczasie znajoma podesłała mi artykuł o minimalistach i się zaczęło... wietrzenie szaf, szuflad, kątów i zakamarków... przeczytane książki, obejrzane filmy, niewkładane od lat sukienki czekające na lepsze czasy, które nigdy nie nastąpiły, przyciasne marynarki, zbędne ozdóbki, zapomniane kolekcje i inne kiedyś "skarby", dziś już tylko pochłaniacze kurzu i wypełniacze przestrzeni

po drodze zdarzyła się pewna udana impreza garażowa, za chwilę kolejna w Forcie na Żoliborzu...
i tak przedmioty zaczęły krążyć z miejsca na miejsce i znajdować nowe domy, nowych szczęśliwych posiadaczy, uszczęśliwiając też mnie wolną przestrzenią, która zaczęła się wyłaniać tu i ówdzie w moim domu.

co prawda daleko mi jeszcze do mistrzów minimalizmu mających zaledwie 100 przedmiotów całego swego dobytku wliczając łóżko, szczoteczkę do zębów czy książki... jestem jednak na dobrej drodze. zaczęłam ograniczać mój stan posiadania do niezbędnego minimum poczynając od rzeczy, z którymi najciężej jest mi się rozstać czyli z książkami. kiedyś marzyłam o wielkiej bibliotece od podłogi do sufitu, teraz jestem gotowa zachować tylko najcenniejsze pozycje, resztę zawsze można wypożyczyć!
bycie minimalistką nie ogranicza się tylko do przedmiotów, przestrzeni, ubrań... można też minimalizować zbędne czynności, które nam zaśmiecają czas i dobierają radość życia... pomyślcie o tym!

kolejne etapy przede mną... 
jak namówić moje dzieci do zminimalizowania zapasu zabawek, samochodów i innych, rzekomo niezbędnych przedmiotów, a przede wszystkim plastiku w ich pokoju. wiem, że nie będzie łatwo ale czynimy pewne postępy. w szafach pojawiły się prześwity i wolne przestrzenie. czuję lekkość i ład... i jestem zadowolona i odciążona.

jak nie dać się uwieść panującej modzie na fast fashion i zachować zdrowy umiar w komponowaniu garderoby swojej i dzieci (polecam post z tego bloga)? jak nie skusić się kolejnym wyprzedażami? i czy aby na pewno muszę mieć te miętowe spodnie i zamszowe botki, w których będę chodzić od święta, bo i tak najwygodniej mi na płaskim obcasie?

i wreszcie jak nie wikłać się w mało istotne tematy, przedsięwzięcia i pomysły, maile, rozmowy, obowiązki ?

c.d.n.









6 comments:

Joanna said...

Ja się ciągle zastanawiam...walczę ze sobą, żeby nie kupować 5. balsamu do ciała i inne takie...a masz pomysł co z tymi sukienkami, co to czekają na lepsze czasy, bo ja własnie szukam pomysłów ;)

Hanna said...

Niedawno właśnie przeczytałam polecaną tutaj przez Ciebie książkę "Sztuka prostoty" i staram się wprowadzić pewne zasady w życie - zwłaszcza odnośnie ubrań. Ale z książkami i płytami nadal mam ogromny problem... Może jeszcze do tego dojdę.
Bardzo ładny post - dziękuję za inspirację i zachętę do kontynuowania tej drogi :)

Jagoda said...

Minimalizm... chętnie też bym się nauczyła jak to osiągnąć. Obrastam w niepotrzebne, gromadzone od lat - najczęściej z sentymentu, rzeczy...

enchocolatte said...

Przestałam skupiać się na przedmiotach i uświadomiłam sobie, że mogę obejść bez wielu tak potrzebnych rzeczy. Czuję się o wiele lepiej kiedy zapanowałam nad swoimi zachciankami i powstrzymałam się od kupna drugiej pary kaloszy, bo akurat były w super cenie i we wzór o którym zawsze myślałam. Teraz myślę sobie nawet czy faktycznie potrzebuję jakiejkolwiek pary kaloszy? Czy przez większą część roku u nas pada czy jednak świeci słońce? :)
Pozdrawiam Was!
E.

thymka said...

temat dla mnie bardzo na czasie! - od wczoraj wietrzę skutecznie moją szafę....
co prawda wieczorem - po mozolnym dniu - zajrzałam ostatni raz do worka z rzeczami zbędnymi i miałam odruch zeby je wszystkie powyciągac i poukładac z powrotem na półkach, ale rozsadek wzial gore !

na szczescie jest komu oddac! - jutro poleca do potrzebujacych.

aneta said...

witam w gronie zafascynowanych minimalizmem :)
czytając ten post widzę siebie sprzed jakiegoś czasu.
myślę, że jeśli już zakosztowałaś tego stanu to wpadłaś po uszy ;) i fajnie, bo oczyszczanie przestrzeni wokół oczyszcza również nasze wnętrze, myśli, życie :)

ps. jeśli ciężko jest się z czymś rozstać,dobrym sposobem jest uwiecznienie tej rzeczy na fotografii. na pamiątkę. powinno pomóc.