Tuesday, 31 August 2010

niezapomniany sierpień / unforgetable August

niezapomniany, bo wiele się działo, wiele miłego! najpierw kalendarium:
* 8-me urodziny Bruno,
* kolejna szczęśliwa rocznica ślubu moich rodziców,
* urodziny mojej młodszej siostry,
* 1-sza rocznica ślubu mojej siostry!
poza tym sierpień rozpieszczał mnie w tym roku niezwykłymi doznaniami wzrokowymi (patrz zdjęcia) i smakowymi (czytaj przepisy). na nowo zakochałam się w Warmii i rozsmakowałam się w slow life. ale to już chyba każdy zdążył zauważyć.

sierpień to idealny miesiąc na pierwszą lub kolejną miłość, cokolwiek miałoby to znaczyć. w moim przypadku miłość do Toskanii, jej kolorytu, smaków, krajobrazów. a wszystko za sprawą dwóch książek o wzgórzach i winnicach napisanych przez pewnego Węgra. zostałam jak zwykle bez reszty porwana przez literaturę. co zresztą uwielbiam robić i to dość regularnie (porwania literackie to moja specjalność). po tak niezwykłej lekturze, doznałam kolejnych miłosnych uniesień o zabarwieniu kulinarnym. w obu książkach bowiem, co kilka linijek mowa jest o winie, prawdziwej oliwie z oliwek, domowym chlebie, serach brie, pomidorach i grzybach. i jak tu nie ulec kolejnemu uczuciu, gdy właśnie w sierpniu nasze rodzime stragany i bazary uginają się pod ciężarem dorodnych, soczystych owoców i warzyw.
tak więc dziś z okazji ostatniego dnia sierpnia będzie ciasto! pyszne, sierpniowe, drożdżowe z gruszkami. zapraszam!






Tarta drożdżowa z gruszkami
(zmodyfikowany przepis na tartę śliwkową, publikowany wcześniej w tym poście)

Składniki:

5-6 dorodnych gruszek
28 dag mąki
10 cukru
1/2 saszetki suchych drożdży
7,5 dag masła
2 jajka
pół szklanki letniej wody
1 łyżka soku pomarańczowego
3 łyżki cukru trzcinowego

Przygotowanie:
Mąkę wymieszać z drożdżami i cukrem. Roztopić masło w rondelku i lekko schłodzić. Do mąki dodać jajka, roztopione masło, łyżkę soku z pomarańczy i pół szklanki letniej wody. Wyrobić ciasto w misce na gładką masę. Przykryć lnianą ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu na 1-2 godziny do wyrośnięcia.
Nagrzać piekarnik do 210 stopni. Formę do tart o średnicy 28 cm posmarować masłem, a potem wyłożyć ciasto. Na cieście ułożyć wymyte i obrane ze skórki i nasiennych gniazd gruszki pokrojone w ćwiartki. Gruszki i ciasto posypać cukrem trzcinowym i wstawić do piekarnika na 30 minut.
Smacznego i gorąca namawiam na lekturę książek Węgra!

10 comments:

Virginia said...

Piękne zdjęcia! Gruszki przypominaja, że czas pożegnać lato...
"Wzgórza Toskanii" Ferenca Mate to też moja ulubiona lektura:)
Pozdro,
Virginia

asieja said...

lubię sierpień
i lubię Twoje piękne zdjęcia

MaLa said...

wygląda pysznie, urocze zdjęcia :)

Delie said...

Piękne zdjęcia E.
Jak obrazkowa definicja slow life i slow food:)

Pchełka said...

to musi być pyszne!!! pięknie zaprezentowane..pozdrawiam wieczornie.A.

aga said...

piękny sierpień taki romantyczny ale odchodzący do jesieni...juz dawno do ciebie nie zaglądałam i widzę zachwyt życiem...pozdrawiam serdecznie:)

Mamsan said...

Slyszalam o tej ksiazke i tez mam wielka ochote ja przeczytac... po tym co napisalac zrobie to na pewno... :-) a ciasto wyglada pysznie, chetnie cos takiego w najblizszym czasie upieke...

Tutaj troche rano padalo a teraz juz swieci slonce... Mam nadzieje, ze bedzie dzisiaj piekny wrzesniowy dzien czego Wam tez zycze... M

tabu said...

Miłość do Toskanii absolutnie rozumiem i podzielam..cierpię na to od kilku lat.. nie stać mnie na zamieszkanie tam ale w tym roku - za dwa tygodnie - jadę tam..i to w okolice Pana Mate...Nie wiem czy znasz taki blog: http://toskania.matyjaszczyk.com/ Polecam!

enchocolatte said...

Virginio, nie lubię pożegnań ale cóż i lato się kiedyś kończy.

Asiejo, dziękuję!

MaLa, zapraszam częściej!

Delie, zawdzięczam to chyba mojemu ślimaczemu temperamentowi! Obserwator, analityk, ze mnie czyli Wodnik.

Pchełko, po cieście zostały już tylko zdjęcia, zostało spałaszowane w oka mgnieniu.

Aga, wpadaj kiedy zechcesz, miło mi Cię widzieć.

Mamsan, tu nie ma na co czekać, pędź do sklepu po gruszki i książki (od razu dwie), szkoda czasu!

Tabu, jesteś szczęściarą. Trochę Ci w skrytości zazdroszczę tej podróży. Masz jakieś sprawdzone lokum? A bloga z przyjemnością odwiedzę, dziękuję za link!

Pozdrawiam Was wszystkie!
E.

Ania vel Vespertine said...

Sliczne, śliczne zdjęcia! takie nasycone barwą i w bardzo letnim klimacie...